Winny krzew wiosną

 


Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami».

J 15, 1-8

Z jaką tęsknotą czekaliśmy w tym roku na nadejście prawdziwej wiosny, jak bardzo pragnęliśmy w końcu słońca, ciepła, kwiatów, zieleni, przytłoczeni nawrotami zimna, śniegu, uwięzieni kolejnymi falami  pandemii. I w końcu doczekaliśmy się kilku  dni, w których wszystko „ruszyło”.  Stopniały ciężkie czapy śniegu, które próbowały „rzutem na taśmę” zatrzymać zmiany. Zazieleniła się trawa, wybuchły pąki, naszą skórę pieści ciepły dotyk słonecznych promieni, pękaty trzmiel odbija się od szyby ogrodowego okna, nieśmiało brzęczą przebudzone pszczoły. Wkrótce znów  będzie można usiąść w kawiarnianym ogródku, zrzucimy maseczki, oddychając pełną piersią.   Chłód jeszcze nie raz powróci, ale wiosna będzie postępować dalej, tego już się nie powstrzyma.

Ostatnie podrygi zimy złamały niejedną przyozdobioną już kwiatami świeżą gałązkę, smętnie zwisającą z większej gałęzi drzewa czy krzewu … Jeszcze się trzyma na wciąż elastycznej korze, lecz jej los jest już przesądzony… uschną  nie rozwinięte jeszcze w pełni liście, opadną płatki dopiero co zakwitłych kwiatów, które nigdy nie przemienią się w owoce. Pozostaje tylko je odciąć i wyrzucić – to konsekwencja przerwania połączenia pomiędzy rośliną  a jej pędem, przerwania dopływu życiodajnych soków. Zerwana więź pomiędzy winnym krzewem a jej młodym pędem, latoroślą. Obraz naszego życia, gdy oddzielamy się od Jezusa. Bez łączności, bez  wrośnięcia w Niego umieramy, usychamy jak nadłamane gałązki.

Życie ułamanej gałązki gaśnie – choć przez pewien  czas  zachowuje jeszcze jego zewnętrzne pozory, lecz z dnia na dzień coraz mniej widoczne. To smutny widok. My jesteśmy w zachowywaniu tych pozorów wytrwalsi, z pozoru wszystko wygląda jeszcze nieźle, lecz to nie jest prawdziwe życie, to co najwyżej martwy urok bukietu suszków w wazonie. Robią wrażenie, lecz ich zapach niknie, barwa blaknie i z upływem czasu  nieuchronnie zamieniają się w pył.

 Na progu spóźnionej w tym roku wiosny warto spojrzeć  przez prymat stworzenia, by dostrzec Stwórcę. I zapragnąć życia rozkwitającego, życia bujnego,  rozwijającego się,  przynoszącego owoce opisane przez Św. Pawła w Liście do Galatów,  miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. (Ga 5, 22-23)

Św. Paweł nazywa je owocami Ducha Świętego. To On właśnie jest tym  życiodajnym sokiem, którym karmi nas, latorośle,  Jezus, nasz Krzew Winny. Trwajmy więc w Nim. Ze wszystkich sił.

 

Komentarze

Popularne posty